Zupełnie przez przypadek zdałem sobie sprawę z roli jaką spełnia nazwisko. Co więcej, przekonały mnie o tym dwa zupełnie niezależne od siebie przypadki.

Podczas fakultetu z „patologii-społecznych”… Uwielbiam te sprytnie skrócone nazwy przedmiotów. Ginekologia – „ginesy”, parazytologia – „parazyty”, medyczno-sądowe aspekty wypadków drogowych – wypadki. No więc podczas tego fakultetu, dowiedzieliśmy się jak wywierać presje na ludziach poprzez proste pytanie „jak się pan/pani nazywa”. Ot taki przykład. Dzwonimy na pogotowie. W trakcie rozmowy orientujemy się, że mamy z panem/panią dyspozytorką inny pogląd na wskazania do wyjazdu karetki. Samo pytanie się o godność nieżyczliwego partnera rozmowy powinno nam pomóc. Oczywiście nie chodzi tu właściwie o samo pytanie, ale o wzięcie odpowiedzialności za własne decyzje. Pociągnijmy naszą historyjkę dalej. Gdy fortuna nam sprzyja i pogotowie urządzi nam już pod domem dyskotekę, zabierzemy pacjenta do szpitala. Tam możemy się spotkać z wytrawnym doktorem, który niczym pozytonowa emisyjna tomografia komputerowa prześwietli wzrokiem chorego i nie znajdzie wskazań do przyjęcia. W zakładanym przeze mnie scenariuszu my mamy inne zdanie niż wspomniany gromowładny lekarz. Co robimy? Staramy się zrzucić na niego odpowiedzialność, prosząc go o pisemną odnowę przyjęcia wraz z pieczątką i podpisem. Proste jak drut, jasne jak słońce. Korci, aby wypróbować zaklęcie na boginiach dziekanatu z uwielbieniem miotające gromy świetliste w nędznych śmiertelników.

Kiedy rozmawia się z kimś mądrzejszym od siebie, a w mojej sytuacji nie zdarza się to nagminnie, można się czegoś nauczyć, dowiedzieć. Właśnie podczas rozmowy z pewną koleżanką, zostałem uświadomiony w pewnej kwestii. Chodzi o stosunek prowadzących seminaria lub wykłady do udostępniania prezentacji. Do tej pory jak naiwny naiwny młody pelikan łykałem bajki o prawie autorskim, które słyszałem gdy padło pytanie o ewentualną możliwość skopiowania pliku prezentacji. W niektórych przypadkach takie uzasadnienie może być zasadne. Nie trudno bowiem wyobrazić sobie potrzebę ochrony autorskiej wyników badań prowadzonych przez klinikę, szczególnie jeśli okazałyby się one być niezwykle odkrywcze. Myślę jednak, że w naszej przypadku naszej uczelni jesteśmy niemalże całkowicie wolni od tego zagrożenia. Wszak na naszym poziomie wiedza winna być na tyle podstawowa co powszechnie oczywista i dostępna.

Z pewnością zauważyliście występujące na pierwszym slajdzie imię i nazwisko autora prezentacji. Zgodnie z tokiem rozumowania wspomnianej koleżanki to jest właśnie element problematyczny. Osoba odpowiedzialna za przygotowanie slajdów zdaje sobie sprawo z możliwości poddania jej pracy krytyce osób trzecich. Ocena referencji w tym środowisku może być bolesna nie tylko z punktu widzenia merytorycznego. Ludzie to wilki i pod paznokcie wbiją Ci szpilki. Opisana hipoteza, choć może wydawać się naciągana, niesamowicie sprawnie wpisuje mi się w styl działania naszej uczelni i jej okolic.

Ostatecznie dochodzimy do znanego już wszystkim wniosku. Tam gdzie kończy się się anonimowość zaczyna się odpowiedzialność. Pocieszające jest to, że tą zasadę można czasami wykorzystać z myślą o własnej korzyści.


Okazało się, że przyjmuję w Opolu. Tylko dlaczego kardiochirurg? Zapraszam tylko odważnych. W poniedziałki od 16:00 :-)

Kardiochirurg

 

Podziękowania dla Karoliny za fotkę.


Wy też czujecie się w niedzielny wieczór tak jakby prowadzony przez Was samochód popsuł się na środku przejazdu kolejowego? Widzę już trzy zbliżające się światła. Rozpędzona lokomotywa uderzy we mnie jutro około 7:00. Dobra piosenka potrafi złagodzić impet uderzenia.

Car Is On Fire - Can’t Cook (Who Cares)

Ich nowa płyta od 17 listopada w sklepach. W merlinie za jedyne 27 zeta. Pamietaj, bezpieczny przejazd zależy także od Ciebie!


A co! Założyłem! Ani trochę się nie zdziwiłem jej brakiem. Ani tyci, tyci. Znana bowiem wszem i wobec jest nasz powściągliwość do manifestowania naszej wątłej, acz jak istotnie rzutującej na nasze życie, jedności. Jeśli ktoś bawi się last.fm zapraszam do grupy o znajomej poniekąd nazwie “AM Wrocław”. Nowych w temacie pozostaje mi tylko zaprosić do “scroblowania”. Syćko mają po angielskiemu ale skoro publikacje naukowe w tym języku winny nam wchodzić jak gorący nóż w kostkę masła, to ten fakt problemem nie jest.

 2006-11-16_212923.png



MediaFire

Z udostępnieniem pliku większej grupie osób zawsze był pewien problem. Wysyłając spory plik mailem, możemy sprowokować torsje i biegunkę skrzynki pocztowej jednego z adresatów, a sami otrzymamy maila, z którego osobiście rozumiem tylko „delivery failure”, czyli rozumiem dokładnie tyle, ile trzeba. Słyszałem o ludziach posiadających własny serwer - wirtualny albo taki… naprawdę fizycznie własny. Prawdopodobieństwo, że jesteś jednym z nich jest prawie takie samo jak prawdopodobieństwo uznania teorii ewolucji przez najsłynniejszego profesora dendrologii i kreacjonisty w Polsce, Macieja Giertycha.

Jak więc przeciętny użytkownik powinien sobie poradzić? Skorzystajmy z serwisu umożliwiającego hosting plików. Którego? A kim ja jestem żeby znać odpowiedź! Mi podoba się MediaFire.

O jego plusach przeczytacie na stronie głównej i mu tu teraz kadzić nie będę. Najważniejsze jest to, żeby te plusy nie przysłoniły nam minusów (skąd ten cytat? :-). W tym przypadku te minusy są nad wyraz mało uciążliwe. Kilka reklam od Google na stronie z odnośnikiem do pliku to naprawdę znikoma „cena” za taką usługę. Zatem (uwaga, nie zaczyna się zdania słowem „wiec” albo „zatem”) jest to pewne rozwiązanie problemu ograniczenia co do wielkości pliku (do jednego MB) wysyłanego na Kozetkę. Zastosowań jest ma się rozumieć wiele.

Jeszcze taka mała, prywatna refleksja. MediaFire jest oczywiście tylko narzędziem. Najważniejszym elementem całego mechanizmu solidarnego dzielenia się z innymi, jest człowiek udostępniający i to on jest często słabym ogniwem całego łańcucha wymiany. Przypominają mi się teraz słowa lekarza pogotowia, pouczającego mnie mniej więcej tak:

Jak upuścisz ten defibrylator rodzice do końca twoich studiów się nie wypłacą!

I jeszcze tak:

Twoja wiedza nie należy tylko do ciebie. Musisz się z nią dzielić i innymi. W przeciwnym wypadku popełniasz grzech.

Bez względu na to jak długo ten lekarz spał ostatniej nocy i jak nieprzyzwoicie głęboki jest mój ateizm, w tym drugim zdaniu jest to wewnętrzne „coś”, czego nie ma w pozostałej większości.

źródło: www.downloadsquad.com


Z okazji 60 rocznicy zmiany właściciela naszej uczelni, jej władze zdecydowały się na bezprecedensowy krok. Oto zaplanowano wydanie charytatywnej płyty muzycznej. Fundusze uzyskane z jej sprzedaży zostaną w większości przeznaczone na budowę nowej Akademii Medycznej. Podobno ostateczne otwarcie ma dzięki temu nastąpić trzy dni wcześniej od planowanego terminu, czyli 14 kwietnia 2034 roku.

Co do samej płyty, nie zostały oficjalnie ujawnione, żadne szczegóły. Wystarczyło zastukać do kilku drzwi z bombonierką i koniakiem aby zdobyć roboczy materiał. Cała sytuacja zdaję się więc zaprzeczać powszechnie panującej opinii, że na naszej uczelni nie da się nic załatwić. Jak widać liczy się odpowiednie podejście. Oczywiście zostałem zobowiązany do nieujawniania jakichkolwiek informacji na temat płyty. Czego się jednak nie robi dla minuty poklasku i chwili uznania.

Materiał nie jest jeszcze kompletny. Mój informator zapewniał mnie o oryginalności przekazanych mi ścieżek. Wszystkie mają znaleźć się na ostatecznej wersji albumu. Wykonanie utworów powierzono, powołanemu specjalnie na tą okazję zespołowi WIGWAM (Wyjąco-Instrumentalna Grupa Wrocławskiej Akademii Medycznej). Należy docenić gest władz uczelni, które zobowiązały się do nieingerowania w warstwę artystyczną przedsięwzięcia. Zdano się całkowicie na wyczucie zespołu, co skutkować ma zwielokrotnieniem zysków ze sprzedaży.

Już po jednokrotnym przesłuchaniu dostępnych piosenek, nie można nie ulec wrażeniu, że album będzie skazany za sukces. Wykonawcy nadzwyczaj sprawnie łączą style, skutecznie wprowadzając nas w otchłań swojego poznania i bezkres własnego jestestwa.

Posiadany przeze mnie zestaw piosenek rozpoczyna utwór elektroniczny „Slajdszoł”, mówiący o egzaminach prowadzonych przy pomocy rzutnika. Wokalista moduluje w refrenie słowa z niezwykła szybkością:

Dwadzieścia slajdów na minutę
Wy durne łby zakute
Jeszcze szybciej mogę dać
Abyście nie mogli zdać
Kur.. wasza mać

Innym elektronicznym, choć nie tak już szybkim dziełem jest „Krwiomocz”. Tytuł nawiązuje do charakterystycznych kolorów autobusów MPK, które stojąc w korkach nie są w stanie dowieźć na czas studentów na zajęcia. Na szczególne uznanie zasługuje zachowane w stylu reggae „Piwo za cztery zeta” o głównych dokonaniach naszego samorządu. Wokalista wzbija się w niej na wyżyny kunsztu wokalnego, piejąc niczym solidnie wykastrowany czternastolatek poparzony żelazkiem.

Nie obyło się bez czysto propagandowych melodyjek jak „Podaj Cegłę” inspirowane obrazem Aleksandra Kobzdeja pod tym samym tytułem. Tekst nawołuje do aktywnego wsparcia budowy pomnika IV RP – naszej nowej Akademii. Gloryfikuje przodowników pracy i zagrzewa do sprawnej murarki:

Ramię w ramię na budowie
Dbamy dziś o Wasze zdrowie
Czy to rzeźbię coś w betonie
Czy to dłubię przy wenflonie
To pacjencie będziesz w niebie
Bo ja robie to dla ciebie

Inną „propagandówką”, acz skoczną i szybko wpadającą w ucho, jest „Międzynarodówka IFMSA”. Wariacja na temat oryginalnej międzynarodówki zachęcająca do wzmacniania szeregów organizacji:

Wyklęty powstań ludu ziemi
Powstańcie, których męczy trud.
Wyjedziesz z nami do Armenii
Lub innych krajów, których w bród

Natomiast słowami „Gdy nie znasz LEPu mój drogi, możesz w gimnazjum uczyć biologii” rozpoczyna się piosenka „Narysuj swojego proglotyda macicznego”, jedyny utwór disco w całym zestawie. Partia solowa na szkockiej kobzie jest niepowtarzalna. Całość zamyka melancholijny utwór „Jest tyle innych pięknych uczelni”, nagrany ponoć na specjalne życzenie władz z dziekanatu. Łzawy aż do bólu, więc warto zaopatrzyć się w chusteczki higieniczne.

Nie ulega wątpliwości, że ten album będzie pozycją obowiązkową w płytotece każdego szanującego się studenta AM we Wrocławiu. W końcu będziemy mogli iść na uczelnie z podniesionym czołem!

Oto lista nagranych do tej pory utworów:

  1. Slajdszoł
  2. Krwiomocz
  3. Piwo za cztery zeta
  4. Podaj Cegłę
  5. Międzynarodówka IFMSA
  6. Narysuj swojego proglotyda macicznego
  7. Jest tyle innych pięknych uczelni

Uprzedzę pytanie. Nie wiadomo kiedy będzie można nabyć płytę. Ze swojej strony radzę od czasu do czasu pytać o album zespołu Wigwam w dobrych sklepach muzycznych.




Kategorie